Może tego nie zauważyłyście ale baaaardzo długo nie miałam nowej pielęgnacji. Chyba od lata. Starałam się nie nabywać nowości i zużywać aktualnie otwarte kosmetyki oraz recenzować je. Właśnie z tego powodu mogłyście o ty  nie wiedzieć bo przecież opinie w postach o kremach i serach pojawiały się normalnie, dość regularnie.  Przystępując do testów o marce Colyfine a w szczególności linii Curation nie wiedziałam prawie nic. Coś mi świtało w głowie bo kiedyś wpadłam na kilka recenzji tych kosmetyków ale nie szukałam ich specjalnie aby się „nie nastawiać” . Wolałam wyrobić sobie własne zdanie. Do tych produktów podeszłam bardzo neutralnie nie oczekując efektów wow czy czegoś spektakularnego. Moje pierwsze wrażenie możecie przeczytać w poprzednim poście o peelingu i żelu  po zabiegowym z tej linii. Dziś już cała happy opowiem Wam o kolejnym, trzecim kroku kuracji Colyfine Curation i punktach A -B, czyli o odbudowie płaszcza lipidowo-białkowego i intensywnym nawilżaniu oraz odżywieniu. Zapraszam.
Ciężkość, pieczenie drętwienie i opuchlizna nóg, nocne skurcze oraz obrzęki limfatyczne- Tych wszystkich przykrych i bolesnych dolegliwości doświadczyłam. Od lat zmagam się w wysokim cholesterolem. Zazwyczaj przebiega bezobjawowo, ja jednak niemal czuję jak zalepia mi żyły i utrudnia krążenie krwi. Jestem obciążona chorobami kardiologicznymi ponieważ wszyscy z rodziny, ze strony mojego taty je mają: od zawałów po wylewy i zastawki w sercu, a przepychanie żył i operacje żylaków są standardowym zabiegiem, którym poddają się regularnie. Mój tata miał już chyba trzy takie operacje. W momencie gdy chodziłam na siłownię i fitness, prowadziłam bardziej aktywny tryb życia moje wyniki były lepsze. Sport to zdrowie i to prawda a nie zwykły frazes. Jednak po pracy i wypełnieniu domowych obowiązków nie ma już czasu na relaks czy aktywność, w takim stopniu w jakim potrzebuje jej mój organizm. Po prostu padam. Dlatego właśnie sięgam po pomoc farmakologiczną. Jak najbardziej jestem za stosowaniem suplementów diety. Oczywiście każdy wymaga rozsądku i dobrania go pod własne potrzeby. W dzieciństwie miałam duże problemy z anemią. Teraz nadal gdy przez kilka tygodni przestaję brać multiwitaminę pękają mi kąciki ust, błony śluzowe robią się suche a ja jestem po prostu przemęczona bez powodu i trudno jest mi się skupić na czymkolwiek. Mój ojciec ma to samo. Dziś jednak chciałam Wam opowiedzieć o Diosminie, którą stosuję od kilku lat ale nie ciągiem. Robię sobie kuracje. Po jednym opakowaniu zawsze jest przerwa. To jest mój sposób na przyjmowanie tego produktu. Mam koleżanki, które od lat codziennie zażywają te same leki bo jest taka konieczność.
O serii Curatio Colyfine pierwszy raz usłyszałam kilka miesięcy temu. Sama, w całości zaczęłam testować ją na początku grudnia. Część produktów, o których dziś będzie mowa poznałam dość dobrze, mam wyrobione o nich zdanie i dziś chcę się nim z Wami podzielić. Jest to specyficzna linia ukierunkowana na problemy z podrażnioną skórą, przeznaczona do jej regeneracji, odnowy i ukojenia.  Głównie po zabiegach. Curatio z łac. oznacza  "leczyć".