Witajcie. Dziś opowiem Wam o kosmetykach, których używam do makijażu. Podobny wpis na moim blogu był ok. rok temu i muszę przyznać, że nie wiele się od tego czasu zmieniło. Jednak postanowiłam zrobić aktualizację. Wbrew stereotypowi blogerki, z moich szuflad i szafek nie wypadają tony kosmetyków. Oczywiście mam zapasy balsamów, szamponów, żeli i produktów podstawowych, jednak zużywam je na bieżąco. Często kosmetyki oddaję też siostrze lub mamie gdy wiem, że u nich sprawdzą się lepiej i sprawią im radość. Nie przywiązuję się do nich za bardzo. Dlatego nie widzicie całości produktów, które recenzowałam w projekcie denko, bo się nimi dzielę.  Czasami zdarzają się i takie, których strata/ zużycie wyjątkowo boli. To świadczy o tym jak fajne i skuteczne były. Chętnie odkrywam jednak kolejne nowości w poszukiwaniu kosmetyków idealnych. Po za tym reklamy i recenzje innych blogerek często są tak kuszące, że nie mogę się oprzeć i decyduję na nowy produkt. 

Od producenta: 
To prawdziwa rewolucja w malowaniu rzęs. Zasilana baterią szczoteczka gwarantuje doskonałe pogrubienie, wydłużenie i rozdzielenie rzęs, dodając im prawdziwie spektakularnego rozmachu. Jej sile nie oprą się nawet krótkie, słabe i rzadkie włoski, gdyż pulsujące 7000 cykli na minutę (żywotność baterii to 130 dni) fale pozwalają na precyzyjne naniesienie tuszu zawsze i w każdej sytuacji.
Kosmetyk nie rozmazuje się i zapewnia nienaruszony, perfekcyjny makijaż przez cały dzień. Dostępny w 2 odcieniach. Cena ok 30zł.
Kupując go nawet nie wiedziałam, że ma opcję wibracji.


Gdy pierwszy raz skorzystałam z tej funkcji szczoteczka wylądowała w moim oku. Pulsowanie jest delikatne ale dla mojej niewprawionej ręki to była nowość. Teraz idzie mi znacznie lepiej.

 Efekt z użyciem wibracji i bez niej jest bardzo podobny. Z jej użyciem szczoteczka ładniej rozczesuje rzęsy. Czerń jest głęboka. Rzęsy wyglądają naturalnie. 
Nadaje się do pracy, szkoły, na dzień.