Krem do rąk Eos długo za mną "chodził". Znalazł się na co najmniej jednej blogowej wish liście. Po wypróbowaniu i zużyciu balsamu do ust tej marki wiedziała, że na tym jednym kosmetyku moja przygoda z EOSem się nie zakończy. Przy okazji zakupów w jednej z drogerii internetowych a dokładnie E-glamour.pl wrzuciłam go do koszyka. Moja radość jest tym większa, że zauważyłam wyraźny spadek cen tych produktów. Jeszcze kilka miesięcy temu gdy Eos nieśmiało podbijał nasz rynek był znacznie droższy. Teraz można go kupić w znacznie korzystniej.
Witajcie. Gdy na
naszym polskim rynku pojawiły się amerykańskie balsamy do ust chwalone na
blogach i kanałach YouTube, ja również postanowiłam je wypróbować. Nie
wszystkie od razu, a po kolei. Najpierw zdecydowałam się na EOS, którego recenzję umieściłam już na
blogu. Kosmetyk już mi się kończy. Od początku użytkowania do końca byłam z
niego bardzo zadowolona i z pewnością zdecyduję się na kolejną wersję
zapachową. Świetnie działa, delikatnie pachnie i uroczo wygląda. Ponad to ma
bardzo dobry, naturalny skład. Po nim kupiłam Balmi. Równie kultowy balsam do ust w bardzo podobnym choć tym
razem kwadratowym opakowaniu i z możliwością przypięcia go do kluczy czy
telefonu. Dziś pokusiłam się o recenzję mojej nowości Balmi, kosmetyku, którego
używam od kilku tygodni i prawie już zużytego EOSka. Jak myślicie, który wypadł
lepiej? Zapraszam do dalszego czytania.
Witajcie. Dziś
opowiem Wam o kosmetykach, których używam do makijażu. Podobny wpis na moim
blogu był ok. rok temu i muszę przyznać, że nie wiele się od tego czasu
zmieniło. Jednak postanowiłam zrobić aktualizację. Wbrew stereotypowi blogerki,
z moich szuflad i szafek nie wypadają tony kosmetyków. Oczywiście mam zapasy
balsamów, szamponów, żeli i produktów podstawowych, jednak zużywam je na bieżąco.
Często kosmetyki oddaję też siostrze lub mamie gdy wiem, że u nich sprawdzą się
lepiej i sprawią im radość. Nie przywiązuję się do nich za bardzo. Dlatego nie
widzicie całości produktów, które recenzowałam w projekcie denko, bo się nimi
dzielę. Czasami zdarzają się i takie,
których strata/ zużycie wyjątkowo boli. To świadczy o tym jak fajne i skuteczne
były. Chętnie odkrywam jednak kolejne nowości w poszukiwaniu kosmetyków
idealnych. Po za tym reklamy i recenzje innych blogerek często są tak kuszące,
że nie mogę się oprzeć i decyduję na nowy produkt.
Pielęgnacja to dla mnie klucz do dobrego samopoczucia i
wyglądu. Zdecydowanie bardziej wolę dbać o to aby moja skóra była zdrowa i
dobrze wyglądała z natury niż była wyjściowa dopiero po pomalowaniu. O dwie partie
ciała dbam szczególnie, wręcz obsesyjnie. Są to dłonie. Bardzo podatne na czynniki zewnętrzne i katowane chemią.
Nie umiem sprzątać, zmywać w rękawiczkach. Dlatego bez odpowiedniej i
regularnej pielęgnacji byłyby szorstkie, pomarszczone i nieprzyjemne. Drugą
partią ciała są usta. Jestem
przyzwyczajona do ich systematycznego nawilżania. Dawno temu weszło mi to w
nawyk. Gdy jestem w domu smaruję je balsamami, pomadkami i masełkami po każdym
posiłku. A podczas choroby częściej aby nie dopuścić do ich spękania.
Przerobiłam już bardzo wiele produktów do pielęgnacji ust. Poznałam te kultowe,
które są znane każdej z Was ale i mniej popularne przez niedostateczny marketing
lub zbyt wysoką cenę. Poniżej prezentuje swój mały asortyment, a raczej zapasy.
Możliwe, że zapomniałam czegoś pokazać bo skryło się w torebce lub toaletce,
ale teraz wydaje mi się, że to cały mój arsenał do zadań specjalnych. Teraz dopiero widzę, że muszę kupić w końcu
jakiś peeling specjalnie dedykowany ustom. Tego mi tu brakuje. Może mi coś polecicie?