W mojej łazience zawsze jest co najmniej 5 produktów do mycia ciała. Używam ich jednocześnie. W zależności od tego na jaki zapach danego dnia mam ochotę. Moje preferencje są szerokie. Lubię świeże zapachy żeli, dodające energii. Cytrusowe, w szczególności zapach pomarańczy, ziołowe typu mydlnica, lekkie kwiatowe i w końcu słodkie. Dziś będzie o tym ostatnim, o cukiereczku z Lawendowej Szafy
Wącham i wącham. Ten zapach zdominuje recenzję :) Więc wyjątkowo od niego zacznę. Pachnie słodyczą, pralinami, trochę czekoladą trochę landrynkami. Taki mniammmm Nie jest duszący ani mdły. Jak dla mnie mógłby być nawet bardziej intensywny. Niestety po kąpieli na ciele nie zostaje po nim ślad.
Opakowanie wygląda tak jak na zdjęciach. Jest to wygodna, duża butla o pojemności 500 ml. z pompką. Konsystencja jest kremowa w kolorze bursztynowym nieprzezroczystym. Żel jest płynny, gęsty, nie lejący.
Dzień bez słodyczy jest dniem straconym. A ta słodycz w biodra nie idzie. Podczas mydlenia ciałka tym kremowym żelem w moim przypadku wydziela się sporo endorfin.
Konsystencja jest gęsta i kremowa. Kosmetyk jest organiczny. Bez SLS, SLES, parabenów, silikonów, lanoliny itp. Cieszę się z jego dobrego składu. Ale gdyby dodać odrobinę brązowego barwnika, wygląd i zapach wskazywałby na płynny karmel.
Żel używam razem z gąbką, dobrze się pieni i nie powoduje jakichkolwiek podrażnień. Jest dość wydajny. Ja może trochę go nadużywam. Zapach niestety nie utrzymuje się długo na skórze. Cukiereczka możecie znaleźć na stronie Lawendowej Szafy kosztuje 22,50 zł. za 500 ml jednak przy wpisaniu kodu cytruska w końcowej fazie składania zamówienia oszczędzacie 15%. Jego koszt wyniesie 19,13 zł.