Uważa, że to kiedy się urodziliśmy ma wpływ na nasz charakter. Ja jestem zodiakalnym Lwem i mam wszystkie wady oraz zalety związane z tym znakiem. Marka Makeup Revolution chyba myśli podobnie bo stworzyła linię palet inspirowanych czterema żywiołami: water, air, earty i fire. Mnie u Kaczki z Piekła Rodem udało się wygrać zestaw cieni do powiek, który odpowiada mojemu typowi urody oraz żywiołowi, którym jest ogień. Mimo, że rzadko się maluję tą paletę pokochałam od pierwszego wejrzenia i obecnie najczęściej z niej korzystam. Dziś chcę więcej Wam o niej opowiedzieć. Zapraszam na recenzję.
Witajcie. Dziś
opowiem Wam o kosmetykach, których używam do makijażu. Podobny wpis na moim
blogu był ok. rok temu i muszę przyznać, że nie wiele się od tego czasu
zmieniło. Jednak postanowiłam zrobić aktualizację. Wbrew stereotypowi blogerki,
z moich szuflad i szafek nie wypadają tony kosmetyków. Oczywiście mam zapasy
balsamów, szamponów, żeli i produktów podstawowych, jednak zużywam je na bieżąco.
Często kosmetyki oddaję też siostrze lub mamie gdy wiem, że u nich sprawdzą się
lepiej i sprawią im radość. Nie przywiązuję się do nich za bardzo. Dlatego nie
widzicie całości produktów, które recenzowałam w projekcie denko, bo się nimi
dzielę. Czasami zdarzają się i takie,
których strata/ zużycie wyjątkowo boli. To świadczy o tym jak fajne i skuteczne
były. Chętnie odkrywam jednak kolejne nowości w poszukiwaniu kosmetyków
idealnych. Po za tym reklamy i recenzje innych blogerek często są tak kuszące,
że nie mogę się oprzeć i decyduję na nowy produkt.
Kosmetyków do makijażu mam naprawdę mało. Całość mieści się
w plastikowej komódce z trzema szufladami. Mimo wszystko cały czas czuję, że
jednak nie wszystko jest mi niezbędne. Trochę
się cieszę bo to chyba jedyna kategoria, w której udaje mi się zachować umiar a
może nawet minimalizm. Ostatnio bardzo modny. Nie mam żadnej palety cieni. Nie mam też pojedynczych cieni. Nie
maluję oczu bo nie umiem i zrezygnowałam już z ćwiczeń. Mam opadające powieki i
nie wiele by tu zdziałał makijaż. Jak wiecie to mój wielki kompleks. Gdy jakaś
paleta wyjątkowo mi się spodoba a często się tak zdarza to kupuję i oddaję ją
siostrze. Ona jest zachwycona i chętnie mnie maluje gdy mam wielkie wyjście. Tak
było z Makeup Revolution Iconic 1 i
tak będzie z czekoladową paletą I Love Makeup Death By Chocolate. Na zdjęciach na blogach wyglądają cudownie a
ich ceny są adekwatne do jakości. Z Makeup Revolution od ponad pół roku mam bronzer i nadal jestem z niego bardzo
zadowolona i polecam. Jego recenzję znajdziecie na blogu. Uwielbiam konturować
nim twarz. Przypomina trochę rozświetlacz. Jest wyjątkowy i chyba nigdy mi się
nie skończy. Pasuje nawet do kogoś tak bladego jak ja.